|

O Świętym Mikołaju, oczekiwaniach, dorosłości i relacjach

Grudzień ma w sobie coś szczególnego. Wraca zapach dzieciństwa, rytuały, światła w oknach i historie, które kiedyś pomagały nam wierzyć, że ktoś nad nami czuwa. Jedną z nich jest opowieść o Świętym Mikołaju, czyli takiej postaci, która przychodzi nocą, widzi, rozumie i przynosi dokładnie to, czego potrzebujemy.

Dorosłość sprawia jednak, że ta opowieść zaczyna brzmieć inaczej. Nie jako bajka o prezentach, ale jako historia o oczekiwaniach, relacjach i o tym, czego nadal, chociaż często nieświadomie, pragniemy od innych ludzi.


Dziecięca magia: ktoś, kto „wie”

Kiedy byliśmy dziećmi, Mikołaj był kimś niezwykłym. Kimś, kto wie. Wie, czego chcemy. Wie, czego potrzebujemy. Wie, jak nas ucieszyć, nawet jeśli nie mówiliśmy tego na głos. Pisaliśmy listy, ale przecież pod spodem działała inna magia 🙂 to przekonanie, że ktoś widzi nas tak dokładnie, że potrafi zgadnąć nasze potrzeby.

Wystarczy być „grzecznym” (zaraz do tego wrócę), czekać, być cierpliwym noo i wyczekiwać pierwszej gwiazdki 🙂

W dorosłości… No cóż. To już tak nie działa.

Dorosłość: możemy mówić, ale nie mamy wpływu na reakcję

Oczywiście w dorosłości możemy komunikować swoje potrzeby bardzo jasno, prosić sensownie, miękko, dojrzale oraz argumentować i wyjaśniać próbując spotkać się w dialogu i wciąż nie mamy gwarancji, że druga osoba to usłyszy tak, jak chcemy, albo że odpowie tak, jak potrzebujemy.

Wiem, czasem to bywa bolesne, bo gdzieś w środku może nadal żyje ta część nas, która tęskni za „Mikołajem” czyli za kimś, kto odgaduje, wie i rozumie bez słów.

Jednak dorosłość to relacja, a tam spotykają się dwie osoby. Każda ze swoją historią, granicami, możliwościami i wrażliwością. Nawet najlepsza na świecie komunikacja nie daje nam kontroli nad tym, jak zostaniemy odebrani i co z tego wyniknie. Możemy mówić o swoich potrzebach, ale nie mamy wpływu na reakcję drugiej strony. Nawet jeśli wydaje się to trudne, może być uwalniające.


A co z byciem „grzecznym” i „niegrzecznym”?

Jest w opowieści o Mikołaju jeszcze jeden wątek, który w dorosłym życiu może narobić sporo zamieszania. To mit grzeczności.

Tam przekaz jest prosty:

jeśli spełniasz oczekiwania – dostajesz prezent.
Jeśli nie spełniasz – dostajesz rózgę albo… nic.

Ktoś z zewnątrz decyduje, czy zasługujesz, arbitralnie ocenia Twoje zachowanie i przypisuje Ci etykietkę „grzeczne dziecko”, czy „niegrzeczne dziecko” (ciekawe, że możnaby to tak jednoznacznie ustalić :)).

Tylko o co chodzi w byciu grzecznym ? Czy to znaczy nie mieć granic? zgadzać się na wszystko, nawet jeśli nam nie pasuje? nie dbać o siebie? nie komunikować zgodnie ze swoimi przekonaniami ?

czy grzeczny to znaczy posłuszny ?

W dorosłych relacjach ten schemat często wraca pod postacią lęku przed odrzuceniem, wstydem, poczuciem winy i ogólnym nie spełnianiu oczekiwań. Taki oto dostajemy prezent.


Co w takim razie zamiast Mikołaja?

Jeśli w dorosłości nie możemy liczyć na kogoś, kto zgadnie za nas, oraz na to, że jak będziemy grzeczni to na pewno dostaniemy prezent, to możemy zbudować coś głębszego, realniejszego i o wiele bardziej ludzkiego:

🌟 Relacje, w których nie trzeba zasługiwać

Nie musimy być idealni.
Nie musimy spełniać arbitralnych norm.
Bycie człowiekiem wystarcza.

🌟 Relacje, które nie karzą „rózgą” za odmienność

Możemy mieć swoje granice, słabości, wątpliwości.
Pomyłki nie odbierają prawa do kontaktu.

🌟 Relacje oparte na dialogu, a nie na domysłach

Nie czekamy w ciszy, aż ktoś się domyśli.
Nie testujemy milczeniem.
Nie liczymy na cudowną intuicję drugiej strony.

Zamiast tego możemy powiedzieć:
„To jest dla mnie ważne.”
„Tak to słyszę.”
„Czy możemy to omówić?”
„Co jest możliwe z Twojej perspektywy?”

Dzieci wysyłają listy z nadzieją, że zostaną „odczytane”.
Dorośli mogą wysłać list i zadbać, żeby został zrozumiany.

To nie odbiera magii tylko przenosi ją z legendy o Mikołaju do relacji między dwojgiem ludzi, którzy wybierają kontakt.


Świąteczna perspektywa

W okresie świąt wiele osób czeka na „ten gest”, „to słowo”, „ten znak”, który pokaże, że są ważni.
Trochę jak na Mikołaja, ale często największym prezentem nie jest to, co dostajemy,
tylko to, że możemy stworzyć rozmowę, w której obie osoby są widziane i słyszane.

To nie jest magia z bajki. To magia relacji.

I w tym jest jakaś wielka ulga, że nie muszę czekać na kogoś, kto zgadnie moje potrzeby.
Mogę wyjść do kontaktu i być w relacji, która spotyka, a nie ocenia.

Może to właśnie najlepszy prezent w dorosłym życiu.

Podobne wpisy