Kiedy wsparcie zaczyna ranić?
Jakiś czas temu pisałam o tym, jak troska może zamienić się w kontrolę. O sytuacjach, w których ktoś, nawet w dobrej wierze, zaczyna decydować za nas, co jest dla nas dobre, a co nie.
Dziś chciałabym wrócić do tego tematu z innej strony. Z poziomu osoby, która jest wspierana.
Bo czasem to, co ma nas nieść, zaczyna nam ciążyć.
I od razu warto powiedzieć: nie ma nic złego w szukaniu rady, innych punktów widzenia czy korzystaniu z czyjegoś doświadczenia. Dobrze mieć wokół siebie osoby, które chcą nas wesprzeć, podpowiedzieć, podzielić się swoją perspektywą.
Temat zaczyna się wtedy, kiedy ta pomoc przestaje być propozycją, a zaczyna być warunkiem.
Zdarza się, że za pomocą i troską kryje się coś innego: przekonanie, że jest tylko jeden, jedyny i absolutnie słuszny sposób radzenia sobie – i że jeśli go nie wybierzemy, to jesteśmy niemądrzy, nieodpowiedzialni albo „jeszcze niedojrzali”.
I nagle z pozoru neutralne:
👉 „Masz skończyć prawo”
👉 „Masz znaleźć dziewczynę”
👉 „Masz zostać w małżeństwie”
zaczyna brzmieć jak warunek dalszego bycia w relacji z jakąś osobą. Jakby nasze wybory stawały się testem: lojalności, przynależności, przetrwania relacji.
To już nie jest wsparcie – to warunkowość.
👉 Pomogę ci, ale tylko wtedy, gdy zrobisz tak, jak ja chcę.
👉 Wysłucham cię, ale tylko pod warunkiem, że się zmienisz.
👉 Zostanę z tobą, ale tylko wtedy, gdy przyjmiesz moją wersję rzeczywistości.
W takich sytuacjach za troską kryje się napięcie:
🔹 że mogę zostać sam/a, jeśli nie spełnię oczekiwań,
🔹 że jestem „nie dość dobra/ dobry”, jeśli nie chcę przyjąć czyjejś rady,
🔹 że mój sposób przeżywania jest „niepoprawny” albo „przesadzony”.
I choć często robimy to nieświadomie, w efekcie możemy uczyć się być grzeczni, zgodni, ulegli – żeby nie stracić bliskości. Wybieramy „święty spokój” zamiast ryzyka, że ktoś się od nas odsunie.
To nic złego iść na prawo, być w związku, zostać (albo nie) w małżeństwie. Pytanie tylko, z jakiego miejsca podejmujemy tę decyzję: czy rzeczywiście tego chcemy? Chcemy spróbować? Czy może kieruje nami lęk albo poczucie powinności?
Jeśli zbyt wiele decyzji zaczynamy podporządkowywać innym może to prowadzić do realnych kosztów:
🔹 do tego, że gubimy w sobie to, kim jesteśmy i czego chcemy
🔹 że próbujemy kroczyć cudzą ścieżką, zamiast zbudować własną,
🔹 że żyjemy „poprawnie” – ale nie swoim życiem
A pod spodem narasta złość, frustracja, poczucie utknięcia. Bo coś wewnętrznego domaga się uwagi. Czasem najgłośniej właśnie wtedy, kiedy wszystko „wydaje się w porządku”, ale nie czujemy satysfakcji, nie czujemy siebie.
A przecież wsparcie z definicji nie powinno generować napięcia. Powinno tworzyć przestrzeń, w której mogę być sobą – z moim tempem, moimi decyzjami i moją wersją rzeczywistości.
Warto czasem zadać sobie pytanie:
👉 Czy czuję, że mogę powiedzieć „nie” bez ryzyka, że stracę tę relację?
👉 Czy mam przestrzeń, żeby się pomylić albo wybrać inaczej niż radzi druga osoba?
👉 Czy naprawdę czuję się wspierana/y – czy raczej oceniana/y i kierowana/y?
Czułe wsparcie nie wymusza lojalności, nie straszy odrzuceniem, nie uzależnia obecności od posłuszeństwa.
Jest obok – nawet jeśli się z tobą nie zgadza.
Towarzyszy – nawet jeśli nie wszystko rozumie.
Nie odchodzi – kiedy nie spełniasz oczekiwań.
Jednocześnie: ja to ja, a ty to ty.
Ludzie wokół nas mają prawo nie zgadzać się z naszymi wyborami. Czasem to, co robimy, może być dla nich trudne, niezrozumiałe, bolesne.
Ale te trudności nie muszą być warunkiem trwania relacji.
Nie musi być tak, że: albo zrobisz, jak ja chcę – albo mnie nie ma.
