Dlaczego rolki tak nas wciągają? Psychologiczne mechanizmy krótkich filmików
Rolki, TikToki, Shorts – krótkie filmiki stały się stałym elementem codzienności. Sięgamy po nie w autobusie, w kolejce, w przerwie od pracy albo przed snem. Z założenia mają być lekką rozrywką, chwilą oddechu, czymś, co poprawi nastrój. A jednak wielu z nas zauważa, że zamiast pięciu minut spędzamy na scrollowaniu godzinę, a po wszystkim czujemy się bardziej zmęczeni niż zrelaksowani. Dlaczego tak się dzieje?
Mechanizmy, które stoją za rolkami
Oglądanie rolek nie jest neutralnym doświadczeniem ponieważ uruchamia bardzo silne mechanizmy psychologiczne, podobne do tych, które znamy z hazardu czy gier komputerowych.
Najważniejszym z nich jest mechanizm wzmocnienia o zmiennym rozkładzie. Polega on na tym, że nagroda nie pojawia się za każdym razem, ale w sposób nieprzewidywalny. Kiedy przewijamy rolki, nie wiemy, czy kolejny filmik będzie nudny, czy fantastyczny. Większość treści nie robi na nas większego wrażenia, ale co kilka filmików trafiamy na coś, co nas rozśmiesza, zaskakuje czy wzrusza. Wtedy w mózgu wydziela się dopamina – neuroprzekaźnik odpowiedzialny za poczucie przyjemności i motywację. To właśnie ta niepewność, ta „możliwa nagroda” sprawia, że przewijamy dalej, podobnie jak gracz przy automacie, który ciągle wrzuca kolejne monety.
Drugim ważnym mechanizmem jest natychmiastowa gratyfikacja. Nasz mózg woli szybkie nagrody niż te, na które trzeba czekać. Rolki dają efekt natychmiast: emocje, śmiech, zaciekawienie. W porównaniu z książką, filmem czy rozmową, które wymagają czasu i zaangażowania, krótki filmik wydaje się łatwą i szybką drogą do przyjemności. To „emocjonalny fast food”, który jest szybki, dostępny od razu, chociaż nie zawsze odżywczy.
Rolki korzystają też z efektu Zeigarnik, czyli tendencji mózgu do zapamiętywania przerwanych czynności. Wiele filmików zostawia nas z niedomknięciem: „chcę wiedzieć, co będzie dalej” albo „muszę zobaczyć kolejną część”. To niedokończenie napędza ciekawość i sprawia, że sięgamy po więcej.
Ciekawym jest, że to zjawisko znajduje odzwierciedlenie również w psychoterapii. W nurcie Gestalt mówimy o niedomkniętych gestaltach czyli sprawach z przeszłości, relacjach czy doświadczeniach, które pozostały nierozwiązane i dlatego ciągle powracają w naszym życiu. Podobnie jak w przypadku rolek, nasza psychika zatrzymuje uwagę na tym, co niedokończone, domaga się rozwiązania, próbuje na nowo wracać do sytuacji, które nie zostały przeżyte do końca. W terapii pracujemy nad tym, by domknąć te gestalty – nadać im sens, przeżyć je, pożegnać lub zintegrować. Wtedy mogą „odejść”, a my odzyskujemy energię, którą do tej pory pochłaniało nieustanne powracanie do przeszłości. W przypadku rolek jednak ten mechanizm jest pułapką, bo zamiast dać nam ukojenie, generuje kolejne niedokończone wątki, które tylko wzmacniają potrzebę przewijania dalej.
Ogromną rolę odgrywa również poszukiwanie nowości. Każdy ruch kciukiem to nowy bodziec, bo to inny obraz, inny dźwięk, inna emocja. Mózg bardzo lubi nowość, bo stymuluje układ nagrody. Dlatego przewijanie jest tak angażujące i tak trudne do przerwania.
Rolki pełnią też funkcję regulacji emocji. Kiedy pojawia się smutek, nuda czy poczucie samotności, wystarczy kilka sekund z telefonem, by poczuć ulgę. Jednak ta ulga jest powierzchowna, ponieważ przykrywa emocje, zamiast dawać przestrzeń do ich przeżycia. W rezultacie uczymy się unikać kontaktu z trudnymi uczuciami, zamiast się z nimi konfrontować.
Na koniec warto wspomnieć o porównaniach społecznych. Rolki pokazują świat innych ludzi: piękniejszy, zabawniejszy, bardziej interesujący. To naturalnie uruchamia w nas proces porównywania. Czasem może on działać motywująco, ale znacznie częściej prowadzi do frustracji i poczucia bycia gorszym. Szukamy więc dalej, licząc, że kolejny filmik poprawi nam nastrój, a to tylko wzmacnia błędne koło.
Jakie są konsekwencje?
Kiedy te mechanizmy działają przez dłuższy czas, pojawiają się realne konsekwencje psychiczne. Jednym z pierwszych skutków jest przebodźcowanie. Przyzwyczajeni do szybkich bodźców, gorzej znosimy ciszę i spokój. Wtedy chwila bez telefonu staje się trudna do wytrzymania.
Innym skutkiem jest frustracja i spadek nastroju. Paradoksalnie, zamiast relaksu, po godzinie scrollowania czujemy się rozdrażnieni albo zmęczeni. Dzieje się tak, ponieważ nie dostaliśmy tego, czego tak naprawdę potrzebowaliśmy, czyli odpoczynku, bliskości czy kontaktu ze sobą.
Rolki mogą również osłabiać zdolność koncentracji. Skoro mózg przyzwyczaja się do kilkusekundowych treści, trudniej mu utrzymać uwagę na książce, wykładzie czy rozmowie. W efekcie narasta poczucie winy i złość na siebie, że „nie umiem się skupić”.
Do tego dochodzi jeszcze obniżenie poczucia wartości poprzez porównania z innymi. Treści, które oglądamy, często pokazują jedynie wycinek rzeczywistości – najlepsze chwile, największe sukcesy. Zestawienie ich z naszą codziennością może potęgować poczucie niedoskonałości i wywoływać lęk, że inni radzą sobie lepiej niż my.
Rolki – nie wróg, ale sygnał
Czy to oznacza, że rolki są czymś złym i powinniśmy całkowicie z nich zrezygnować? Niekoniecznie. Same w sobie nie są ani dobre, ani złe. Mogą być źródłem rozrywki, inspiracji czy szybkiego relaksu. Problem zaczyna się wtedy, gdy stają się jedynym sposobem regulowania emocji, gdy zabierają nam czas, sen i uwagę, albo kiedy po ich obejrzeniu czujemy się gorzej niż wcześniej.
Dlatego warto pamiętać o mechanizmach, które za nimi stoją. Świadomość tego, jak działają, daje nam możliwość wyboru: czy w tym momencie sięgam po rolki, żeby naprawdę odpocząć, czy po to, żeby uciec od czegoś, co czuję? To proste pytanie pozwala odzyskać kontrolę i korzystać z tej formy w sposób bardziej świadomy.
Rolki mogą być miłym dodatkiem do dnia, ale nie zastąpią prawdziwego odpoczynku, bliskich relacji ani kontaktu ze sobą. Jeśli znamy ich psychologiczne mechanizmy, możemy używać ich w taki sposób, by nie odbierały nam tego, co w życiu najważniejsze
