Odpuszczanie – lenistwo czy troska o siebie?
Ostatnio na mediach społecznościowych zwróciły moją uwagę hasła, które przeplatały się ze sobą w tym samym czasie. Z jednej strony o wychodzeniu ze strefy komfortu, wstawaniu o 5:00 rano, perfekcyjnych nawykach czy rygorystycznych dietach, a z drugiej strony (zacytuję): „pozwól sobie odpuścić”, „nie musisz być zawsze produktywna”. Nooo i jak tu być mądry i pisać wiersze? 🙂
Jasne, wszyscy mamy obowiązki, relacje i emocje.
Zarówno te, które są dla nas przyjemnością, jak i te, do których trzeba się zmuszać. Warto szukać własnej motywacji albo budować nawyki, które pomagają nam im sprostać. Jednak pomiędzy nimi wszystkimi są też sprawy, relacje czy uczucia, które dawno przestały być aktualne.
Na przykład trzymamy się znajomości, które już nas nie wspierają, bierzemy na siebie kolejne zadania w pracy, chociaż niczego nowego nam nie dają, albo pielęgnujemy poczucie winy za coś, na co nie mamy już wpływu. A mimo to nie potrafimy ich odpuścić.
Bo „trzeba”. Bo „powinno się”. Bo „tak mówią”.
No właśnie, czym właściwie jest odpuszczanie?
Wcale nie musi oznaczać lenistwa czy rezygnacji z ambicji. Czasem chodzi o coś zupełnie innego. O zrobienie kroku w tył, żeby złapać perspektywę. O sprawdzenie, czy wysiłek, który wkładam, naprawdę mnie wspiera, czy tylko zabiera energię. O pogodzenie się z tym, że coś się wydarzyło, i pozwolenie sobie na emocje, zamiast dalszego napierania bez sensu.
Paradoksalnie to bywa trudniejsze niż trzymanie się sztywnego planu, bo wymaga odwagi, by zatrzymać się i zobaczyć, co się naprawdę dzieje.
To właśnie w takim zatrzymaniu kryje się siła. Daje ona przestrzeń na świadome decyzje, zamiast powtarzania schematów. Uczy elastyczności, bo pokazuje, że nie wszystko musi dziać się według sztywnego planu. Chroni też relacje, bo gdy odpuszczamy potrzebę kontroli czy perfekcji, robi się miejsce na autentyczność i bliskość. Badania nad stresem i regeneracją pokazują, że regularne momenty zatrzymania zwiększają kreatywność, poprawiają koncentrację i obniżają poziom napięcia w ciele.
Nie chodzi jednak o to, by wybrać tylko jedną drogę: ciągłe ciśnięcie albo ciągłe odpuszczanie.
Najważniejszy jest balans. Bo tak jak są sytuacje, w których naprawdę warto wytrwać. Jeśli coś jest dla nas ważne i widzimy w tym sens jak terapia, regularna aktywność fizyczna czy budowanie relacji. Jednocześnie nawet tutaj zdarzy się, że odpuszczenie jest zdrowsze niż dalsze trwanie. Umiejętność polega na tym, by odróżnić jedno od drugiego i robić to w kontakcie ze sobą, czyli z tym, co naprawdę czuję i czego potrzebuję w danym momencie.
Końcówka września może być dobrym momentem, by zadać sobie pytanie: czy to, czego się trzymam, naprawdę mi służy? oraz gdzie mogę odpuścić, żeby zrobić miejsce na coś ważniejszego? Bo odpuszczanie nie jest rezygnacją z życia. To sztuka dbania o siebie w świecie, który tak często oczekuje od nas nieustannego „więcej”.
