Dlaczego „przepraszam” tak bardzo nas parzy?
Inspiracją do tego wpisu są zdania, które często słyszę w rozmowach, w gabinecie, w relacjach między ludźmi:
„Ja nie mam za co przepraszać.”
„Nie będę się płaszczyć.”
„Niech to on/ona przeprosi pierwszy.”
Brzmi znajomo?
Niewinne słowo „przepraszam” potrafi ważyć jak kamień. Dlaczego tak trudno nam je wypowiedzieć?
1. „Przepraszam” równa się „to moja wina”
Wielu z nas myli przeprosiny z całkowitą odpowiedzialnością za całą sytuację. A przecież nie zawsze o to chodzi. Czasem może na przykład chodzić o uznanie, że to co zrobiliśmy lub powiedzieliśmy zraniło drugą osobę.
2. Dotyka naszej dumy i obrazu siebie
Przepraszając, muszę zobaczyć siebie jako kogoś, kto nie jest doskonały. To uderza w obraz siebie, który próbujemy chronić, bo przecież „ja zawsze jestem w porządku”, i „mam dobre intencje”.
3. Odsłania lęk przed odrzuceniem
Mówiąc „przepraszam”, ryzykujemy, że druga osoba nie przyjmie naszych słów…Noo a to może boleć bardziej niż sam błąd, który popełniliśmy.
4. Budzi stare doświadczenia
Wielu z nas pamięta dziecięce, wymuszone „no, przeproś brata!”. Nic dziwnego, że w dorosłości kojarzy się to z upokorzeniem i wymuszeniem, a nie z troską.
5. Konfrontuje z emocjami
Również, żeby przeprosić, trzeba najpierw zauważyć, że ktoś cierpi oraz to, że ja mam w tym swój udział. To znaczy poczuć wstyd, winę, czasem smutek. A z tymi emocjami trudno się spotkać.
6. Łatwiej przerzucić odpowiedzialność
„Niech on/ona przeprosi pierwszy” – to sposób na ochronę ego. Tyle że w tym mechanizmie relacja traci, bo zamiast mostu budujemy mur.
Z szerszej perspektywy
Warto pamiętać, że „przepraszam” to nie tylko gest między dwiema osobami. To także kultura, w jakiej żyjemy.
– Jeśli w domu przeprosiny były wymuszane, dziś możemy widzieć je jako upokorzenie.
– Jeśli dorastaliśmy w przekonaniu, że trzeba „mieć rację”, trudno nam wybrać bliskość zamiast wygranej.
– Jeśli w pracy czy relacjach społecznych panuje logika rywalizacji, „przepraszam” wydaje się przegraną, a nie odwagą.
Tymczasem prawda jest taka, że przeprosiny nie są o winie – są o relacji. To sygnał: „widzę cię, zależy mi na tobie, chcę odbudować to, co się naruszyło.”
Ciekawostka językowo-kulturowa
W polskiej tradycji komunikacyjnej „przepraszam” często jest formą tzw. negative politeness. W skrócie chodzi o styl komunikacji, który bardzo uważa, by nie naruszyć przestrzeni drugiej osoby, jej „twarzy” czy pozycji.
W praktyce oznacza to, że nasze „przepraszam” brzmi poważnie, jak uroczysty gest i nie jest czymś, co można rzucić od niechcenia. W polskiej kulturze staramy się go nie nadużywać, bo wypowiedziane bez powodu mogłoby zabrzmieć sztucznie albo wręcz upokarzająco.
Dla porównania – w języku angielskim krótkie „sorry” bywa lekkie i uniwersalne. Można je powiedzieć w sklepie, w windzie, w rozmowie, a nawet gdy chodzi tylko o to, że ktoś nas lekko potrącił. Tam przeprosiny są bardziej o uprzejmości, a u nas o poważnym uznaniu czyjejś krzywdy.
Można więc powiedzieć, że język i kultura sprawiają, iż w polskim „przepraszam” od razu nabiera ciężaru i też dlatego tak trudno nam je wypowiedzieć, nawet gdy wiemy, że mogłoby pomóc w relacji.
To co z tym przepraszam ?
„Przepraszam” nie odbiera nam siły. Wręcz przeciwnie – pokazuje, że jesteśmy na tyle dojrzali, by zobaczyć swój wpływ i wziąć za niego odpowiedzialność.
Może więc warto spojrzeć na to słowo nie jak na porażkę, ale jak na odwagę i troskę. Bo czasem właśnie to jedno słowo staje się najprostszy, a zarazem najtrudniejszym mostem między nami a drugim człowiekiem.
👉 A Ty – z czym kojarzy Ci się słowo „przepraszam”: z odwagą czy ze słabością?
