„Obojętnie” – o trudnościach z wyborem
„Obojętnie” – jedno z tych słów, które potrafi wybrzmieć bardzo różnie. Czasem naprawdę znaczy: „jest mi to zupełnie w porządku, zaufam Twojemu wyborowi”. Czasem jest wyrazem otwartości, elastyczności albo zwyczajnie informacją, że coś nie ma dla mnie większego znaczenia.
I to jest ok.
Są takie sytuacje, w których „obojętnie” znaczy dokładnie to, co mówi.
Ale nie o takim „obojętnie” będzie dziś ten wpis.
Chcę przyjrzeć się temu, co dzieje się wtedy, kiedy „obojętnie” pojawia się zbyt często. Kiedy staje się strategią, taką ochroną przed konfrontacją, próbą uniknięcia odpowiedzialności, albo sposobem, by zniknąć z pola relacji. Kiedy nie jest neutralne, tylko mówi coś bardzo konkretnego, tyle że między słowami.
Za „obojętnie” może stać lęk
To, co brzmi jak zgoda, może okazać się ucieczką od decyzji. A za nią stoi lęk – przed konfliktem, przed pomyłką, przed tym, że jeśli coś wybiorę, to poniosę tego konsekwencje.
Czasem też: że mój wybór się nie liczy, albo że i tak zostanie podważony.
Wiele osób, które wyrosły w środowisku z silnymi wymaganiami, surowym bądź nadmiernie decydującym za niego rodzicem lub częstą krytyką, uczy się, że lepiej nie mówić, czego się chce. Bo może się to skończyć zlekceważeniem, karą, kpiną, unieważnieniem albo zawodem. W dorosłości taka osoba może chronić się przed tym doświadczeniem właśnie poprzez wycofanie się z wyborów.
Jak wygląda relacja, w której jedna osoba zawsze mówi „obojętnie”?
W relacjach tych bliskich, zawodowych, przyjacielskich, zbyt częste „obojętnie” potrafi wytrącać równowagę.
Jeśli jedna osoba stale przejmuje decyzje, a druga się wycofuje, to prędzej czy później pojawi się napięcie. Jedna strona poczuje się przeciążona, druga osoba poczuje się niewidzialna.
Może się pojawić zmęczenie: „zawsze wszystko na mojej głowie”.
A czasem też bunt: „i tak nigdy nie pytasz, czego ja chcę”.
Z zewnątrz może to wyglądać jak zgodność, jak porozumienie bez słów.
Ale pod spodem często bywa frustracja i to po obu stronach. Jedna osoba czuje się samotna w decydowaniu, a druga traci poczucie wpływu. Z czasem prowadzi to do emocjonalnego oddalenia i zatarcia granic.
„Obojętnie” w terapii
W psychoterapii Gestalt mówimy o odpowiedzialności nie jako o przymusie, ale jako o gotowości do stanięcia za sobą. Za tym, co czuję, czego chcę, co wybieram.
I właśnie dlatego „obojętnie” warto potraktować jak sygnał. Może to moment, w którym warto zapytać siebie:
„Czy naprawdę nie mam zdania?”
„Czy może boję się, że moje zdanie nic nie zmieni?”
„Czy mam zgodę, by coś chcieć?”
To ważne pytania. I nawet jeśli nie zawsze da się od razu znaleźć odpowiedź to sam fakt, że się je zadaje, przywraca kontakt ze sobą.
Zacząć od drobiazgów
Zauważenie, że unikam decyzji, może być początkiem zmiany.
Nie chodzi od razu o wielkie życiowe wybory. Czasem wystarczy zacząć od tych małych: co zamówię do jedzenia, gdzie chcę usiąść, czy mam ochotę iść na spacer. Takie decyzje, choć z pozoru banalne, uczą, że mam wpływ. I że mogę się ze sobą spotkać w tym, czego naprawdę chcę.
Dlatego następnym razem, gdy usłyszysz „obojętnie” – u siebie lub u kogoś – spróbuj się zatrzymać. Zamiast iść dalej, zapytaj:
„A gdybyś jednak miała/miał wybrać – co by to było?”
Bo „obojętnie” czasem nie jest całkiem obojętne.
