|

„Wracam na początek” – o etapach związku i złudzeniu, że można cofnąć czas

Zdałam sobie sprawę, że jeszcze nie pisałam nic o parach i o pracy z parami.
A to temat, który wraca w mojej pracy bardzo często – nie tylko w rozmowach z parami, ale też w pojedynczych historiach o relacjach, które kiedyś były pełne życia, a dziś już nie wiadomo, co z nimi zrobić.

Inspiracją do tego wpisu jest piosenka Coldplay „The Scientist” i jej słowa:

I’m going back to the start.
Wracam na początek.

Wielu partnerów w terapii właśnie tego pragnie – wrócić do momentu, gdy było łatwo, lekko i dobrze.
Ale nie da się cofnąć czasu. Nie da się odtworzyć tego, co było, bo my już nie jesteśmy tymi samymi ludźmi.
Związek, podobnie jak każda żywa relacja, rozwija się, zmienia, ewoluuje – i to, co kiedyś dawało bliskość, dziś może powodować napięcie.


Na początku zakochanie działa jak lupa – widzimy w drugim człowieku to, czego sami potrzebujemy.
Ciepło, uwagę, potwierdzenie, że jesteśmy warci miłości.
Ale z czasem, gdy emocje opadają, a codzienność wchodzi na pierwszy plan, zaczynamy widzieć też to, co trudne – różnice, niezgodność potrzeb, powtarzające się schematy.

To naturalny etap, w którym pojawia się rozczarowanie.
Jedni wtedy uciekają, inni próbują za wszelką cenę naprawić związek — racjonalizując, analizując, tłumacząc.
Ale w relacji nie da się być naukowcem.
Nie wszystko można zrozumieć logicznie, opisać, ani „naprawić”.
Bo związek to nie laboratorium, tylko życie – nieprzewidywalne, emocjonalne, czasem sprzeczne, a przez to prawdziwe.


W terapii par mówimy o trzech głównych etapach relacji:
1️⃣ Zakochanie – pełne idealizacji, zachwytu i nadziei.
2️⃣ Rozczarowanie – gdy to, co nas połączyło, zaczyna nas dzielić.
3️⃣ Ponowne podjęcie decyzji – moment, w którym para decyduje: „Czy chcemy iść dalej, ale już naprawdę, bez złudzeń?”

Ten trzeci etap często przychodzi w formie kryzysu – psychicznego i funkcjonalnego.
Kiedy partnerzy czują, że „to już nie to samo”.
Ale to właśnie wtedy pojawia się szansa, by zbudować coś dojrzalszego.
Bo dyskomfort w relacji nie zawsze oznacza koniec – może być siłą dążącą do zmiany.


Pod powierzchnią tego kryzysu często działa coś bardzo ludzkiego – dwa podstawowe lęki, które rządzą naszymi relacjami:
💭 lęk przed utratą siebie – jeśli się zbliżę, zniknę,
💭 lęk przed utratą drugiego – jeśli się oddalę, stracę miłość.

To pomiędzy nimi toczy się codzienny taniec bliskości i oddalenia.
Nie da się go kontrolować ani zrozumieć jak wzoru – można go tylko poczuć, zobaczyć i nazwać.
To właśnie robi się w terapii – wraca się „na początek”, ale nie po to, by tam zostać,
tylko by zrozumieć znaczenie kryzysu i odnaleźć w nim sens.


Bo związek nie kończy się wtedy, gdy znika lekkość.
Czasem właśnie wtedy zaczyna się naprawdę – kiedy przestajemy próbować być idealni, a zaczynamy być prawdziwi.

–––
🎧 „Nobody said it was easy. No one ever said it would be this hard.” <3
(Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Nikt nie powiedział, że będzie aż tak trudno.)

Podobne wpisy